Będzie dobrze, musi być

Za kulisami „Będzie dobrze, musi być”. Jak powstała powieść?

Hanna Bilińska-Stecyszyn | maj 2026

Znacie tę mantrę. Powtarzaliście ją pewnie niejeden raz – w myślach, szeptem, może głośno, do siebie lub do kogoś bliskiego. „Będzie dobrze, musi być”. Jakby samo wypowiedzenie tych słów mogło coś zmienić. Jakby miały moc sprawczą.

Ja w to wierzę. I dlatego te właśnie słowa stały się osią mojej nowej powieści – już piątej, którą mam przyjemność wydać wspólnie z Oficyną Silver, i z czego jestem naprawdę szczęśliwa.

Skąd przyszedł ten pomysł?

Powiem Wam szczerze – nie szukałam go. Sam mnie znalazł.

Kawałkiem ucha usłyszałam w radiu krótką, półminutową ciekawostkę z jakiegoś południowoamerykańskiego kraju. Zaledwie wzmiankę. Ale coś we mnie drgnęło i już wiedziałam, że to jest to. Iskierka, którą następnie rozdmuchałam – jak to u mnie bywa – w sporych rozmiarów ognisko.

Czego dotyczyła ta ciekawostka? Tego jeszcze Wam nie zdradzę – tę tajemnicę odsłaniam stopniowo w powieści. Mogę natomiast powiedzieć, że akcja nie ma nic wspólnego z Ameryką Łacińską. Historię przeniosłam tam, gdzie czuję się najlepiej – w miejsca mi znane i bliskie.

Moje ulubione miejsca na mapie

We wszystkich moich książkach bohaterowie wędrują po moich ścieżkach. To dla mnie swoisty hołd dla miejsc, które kocham – i ta powieść nie jest wyjątkiem.

Dwoje bohaterów umieszczam najpierw na początku lat dwutysięcznych na rynku w Kazimierzu Dolnym – jednym z moich ulubionych punktów na mapie Polski. Skąd przyjechali jako turyści? Oczywiście z Lubniewic, gdzie zakorzeniliśmy się przed laty i innego miejsca do życia już sobie nie wyobrażam.

Potem robię spory skok wstecz. Z kolejnymi bohaterami wędruję po Ziemiach Odzyskanych – jest rok 1952, potem 1953. Pojawiają się Gubin, jakże mi bliski, bo mieszkałam tam do ukończenia studiów, i Gorzów Wielkopolski. To właśnie w Gorzowie Elżbieta – jedna z moich głównych bohaterek – zaczyna pracę i marzy o macierzyństwie. Jej droga do upragnionego dziecka pełna jest zakrętów i wybojów, a ja – jako autorka – nie ułatwiałam jej za bardzo.

Jest też Julia. A raczej pytanie – czy Julia to Julianna? Czy miała swojego Romea?

Po drodze ujawniam kartki z pamiętnika jednej z bohaterek, jej notatki pisane pod koniec lat sześćdziesiątych. Historię zamykam w roku 2026 – z powrotem na rynku w Kazimierzu Dolnym.

Opowieść, która mnie prowadziła

Zwykle jest tak, że gdy siadam do pisania, mam tylko pomysł. Ogólny zarys, kilka postaci, jakiś nastrój. A potem – i to jest w pisaniu najpiękniejsze – opowieść zaczyna żyć własnym życiem. Wpycha mi się pod palce, stukające w klawiaturę, i długo nie wiem nawet, jak ją zakończę.

Tym razem powiedziałam sobie – wystarczy tych otwartych zakończeń, które tak lubię. Tym razem funduje czytelnikom happy end. Jakżeby inaczej, skoro „musi być dobrze”?

Nim trafiła do druku – już zbierała nagrody

Ciekawostka na koniec – moja powieść, choć jeszcze niewydrukowana, zdążyła już dwukrotnie zaistnieć publicznie. Fragment osadzony w Gorzowie opublikował „Pegaz Lubuski”. Fragment gubiński wysłałam na konkurs „O Złote Pióro im. T. Firleja”. W obu wypadkach – z sukcesem. To dla mnie ogromna zachęta i dowód, że historia, którą chcę Wam opowiedzieć, jest warta uwagi.

Do zobaczenia w Opolu!

Oficjalna premiera książki odbędzie się podczas festiwalu książki w Opolu, 12-14 czerwca 2026 roku. Będę tam obecna i nie mogę się doczekać spotkania z Wami. Przyjdźcie – pogadamy, podpiszę egzemplarze i może uchylę rąbka tajemnicy o tej południowoamerykańskiej ciekawostce z radia.

A jeśli nie znacie jeszcze moich wcześniejszych powieści wydanych w Silver – to najlepszy moment, żeby nadrobić zaległości przed premierą:

Produkty wg kategorii

Do przeczytania!

Zapowiedzi wydawnicze 2026 – co przygotowuje wydawnictwo SILVER w pierwszej połowie roku?
Marquez napisał „Sto lat samotności”, a ja – „Sto lat szczęścia”. Bo wolę szczęście.
Mój koszyk
Lista życzeń
Ostatnio oglądane
Kategorie