Są książki, które najlepiej czyta się właśnie jesienią. Nie dlatego, że na okładce mają spadające liście i kubek herbaty, ale dlatego, że dają dokładnie to, czego o tej porze roku zaczynamy potrzebować: trochę ciepła, sporo śmiechu, bohaterów, z którymi dobrze spędza się czas, i przekonanie, że nawet jeśli życie właśnie wywraca się do góry nogami, wcale nie musi to oznaczać katastrofy. Taką książką jest „Rok na prowincji. Ogród, miłość i inne katastrofy” Marii Szajer, nasza październikowa premiera. I od razu uprzedzamy: nie będzie to spokojna opowieść o sielskim życiu wśród grządek. Wręcz przeciwnie.
Dwie bohaterki, których trudno nie polubić
Marię Szajer znaliśmy dotąd przede wszystkim jako autorkę książek dla dzieci – mądrych, zabawnych i napisanych z ogromnym wyczuciem humoru. Kiedy więc w skrzynce wydawnictwa pojawiła się jej pierwsza powieść dla dorosłych, ciekawość była duża.
A potem zaczęło się czytanie.
I bardzo szybko okazało się, że trafiliśmy na historię idealnie pasującą do SILVERA. Bo „Rok na prowincji” ma nie jedną, ale dwie kapitalne główne bohaterki.
Jest Janka – Warszawianka, która trafia na prowincję i musi odnaleźć się w rzeczywistości zdecydowanie odmiennej od tej, do której przywykła.
I jest jej ciotka Aniela.
Aniela zdecydowanie nie zamierza spokojnie się starzeć
Aniela jest bohaterką, którą można by właściwie przedstawić jednym zdaniem: wiek metrykalny nie zrobił na niej większego wrażenia.
Uprawia ogród i sporty, podróżuje, interesuje się światem, nie przepuszcza okazji, kiedy dzieje się coś ciekawego, a do tego pozostaje jak najbardziej otwarta na miłość. I to niekoniecznie taką spokojną, rozsądną i „stosowną do wieku”.
W jej życiu pojawia się bowiem zagraniczny, majętny adorator gotowy rzucić jej do stóp niemal cały świat.
Aniela ma też bardzo sprecyzowane zdanie na temat swojej bratanicy. Uważa, że Janka powinna wreszcie zrobić COŚ ze swoim życiem. A ponieważ sama nie należy do osób ograniczających się do dobrych rad, wpada na pomysł, jak skłonić Jankę do działania. Jaki? Tego już nie zdradzimy.
Warszawianka, prowincja i ogród, który ma własne zdanie
Przeprowadzka czy zmiana otoczenia brzmią romantycznie głównie wtedy, kiedy oglądamy je z bezpiecznej odległości. W praktyce pojawia się dom, gospodarstwo, ogród i cała masa spraw, o których wcześniej nie miało się pojęcia. Janka również musi się tego wszystkiego nauczyć.
Z pomocą przychodzi jej pewna książeczka z poradami ogrodniczymi. Tyle że z czasem okazuje się, że zawarte w niej wskazówki zaczynają zaskakująco dobrze korespondować nie tylko z tym, co dzieje się na grządkach, ale również z życiem samej Janki.
I właśnie ten pomysł bardzo nam się w tej powieści podoba.
Bo ogród nie jest tutaj wyłącznie dekoracją. Natura, kolejne miesiące, dojrzewanie, obumieranie, odpoczynek i zaczynanie od początku tworzą rytm całej historii. Akcja rozpoczyna się w październiku i kończy… również w październiku. Pełny rok.
Dlatego chyba nie moglibyśmy wymyślić lepszego miesiąca na premierę.
Ogród to dopiero początek
Czytelnicy, którzy lubią książki dające coś więcej niż samą fabułę, znajdą tu jeszcze jedną niespodziankę. A właściwie dwie.
Pierwszą są porady ogrodnicze, pojawiające się naturalnie wraz z kolejnymi doświadczeniami Janki.
Drugą – przepisy na dania wegańskie, sprawdzone przez samą autorkę.
I znowu nie są one przypadkowym dodatkiem. Podążają za rytmem roku, sezonowymi produktami, smakami i zapachami kolejnych miesięcy. W rezultacie „Rok na prowincji” staje się trochę powieścią, trochę opowieścią o życiu blisko natury, trochę kulinarną inspiracją, a momentami – instrukcją dla tych, którzy podczas spotkania z własnym ogrodem odkrywają, że teoria i praktyka nie zawsze chcą ze sobą współpracować.
Skąd wziął się „Rok na prowincji”?
Źródła tej historii są równie nieoczywiste jak sama powieść.
Maria Szajer jest pisarką, dramatopisarką, scenarzystką i reżyserką teatralną. Ma w dorobku książki dla dzieci – kilka z nich również zilustrowała – oraz scenariusze filmowe i telewizyjne. Do napisania pierwszej powieści dla dorosłych zainspirowała ją między innymi… niesforność własnego ogrodu. Swoją rolę odegrała również znaleziona przed laty w antykwariacie niepozorna książeczka z poradami dla wyjątkowo opornych ogrodników-amatorów. Do tego należy dołożyć ukochane koty autorki, zaprzyjaźnionego psa, zamiłowanie do dobrego jedzenia i obserwowania ludzi – zwłaszcza wtedy, kiedy sami nie zdają sobie sprawy, że ktoś właśnie im się przygląda.
Z tej mieszanki powstała historia, którą sama Maria Szajer nazywa „poczciwą komedią romantyczną”.
Nie jest autobiografią, choć autorka przyznaje, że część najbardziej osobliwych przyrodniczych – i nie tylko przyrodniczych – wydarzeń naprawdę miała miejsce.
A Herr Pötschke? Podobno w zasadzie również. Więcej na razie nie będziemy wyjaśniać.
Książka pogodna nie musi być książką banalną
To chyba jedna z rzeczy, które najbardziej przekonały nas do „Roku na prowincji”.
Ta powieść jest bardzo zabawna, ale jej humor nie opiera się na prostych dowcipach. Maria Szajer świetnie obserwuje ludzi, ich przyzwyczajenia, słabości, dziwactwa i próby zachowania powagi dokładnie w tych sytuacjach, w których powaga okazuje się niemożliwa.
Jednocześnie pod warstwą komedii jest opowieść o zmianie, relacjach, miłości, podejmowaniu decyzji i odwadze, by nie uznać swojego życia za raz na zawsze urządzone.
I nie obawiajcie się – humor nie oznacza, że zabraknie emocji.
Wydawczyni uprzedza: finał przetestowany. Chusteczki mogą się przydać.
A na koniec – okładka
Trudno przy tej książce o niej nie wspomnieć.
Projekt Ilony Gostyńskiej wygląda trochę jak zaproszenie do świata, do którego chciałoby się wejść: pełnego roślin, szczegółów, kolorów i drobnych dziwności, z kobietą, która najwyraźniej znalazła dla siebie miejsce pomiędzy naturą, domem i własnym życiem.
I dokładnie taki jest „Rok na prowincji”.
Trochę nieprzewidywalny.
Trochę romantyczny.
Mocno ogrodowy.
Bardzo kobiecy.
A przede wszystkim napisany z inteligentnym poczuciem humoru i ogromną sympatią do ludzi, nawet wtedy, kiedy podejmują decyzje dalekie od rozsądku.
„Rok na prowincji. Ogród, miłość i inne katastrofy” – premiera w październiku
Jeśli więc jesienią szukacie powieści, która ma poprawić humor, ale nie jest kolejną przesłodzoną historią o idyllicznym życiu z dala od miasta, zapamiętajcie ten tytuł.
Maria Szajer
„Rok na prowincji. Ogród, miłość i inne katastrofy”


Powieść ukaże się w Oficynie Wydawniczej SILVER w dużym, wygodnym druku.
A my już niedługo zdradzimy Wam więcej.
