Powieść historyczna, która opowiada o prawdziwych ludziach, wymaga szczególnej uważności – zarówno od autora, jak i od wydawcy. Od takiej książki oczekuję nie tylko wciągającej fabuły, ale przede wszystkim wiarygodnego wejścia w przeszłość: świata, w którym można niemal zobaczyć ulice, usłyszeć rozmowy i zrozumieć, co czuli ludzie żyjący w cieniu wielkiej historii. „Krosno losu” Magdaleny Leszczyńskiej to opowieść osadzona w realiach Krosna Odrzańskiego, wyrastająca z archiwów, starych fotografii i losów mieszkańców miasta sprzed I i II wojny światowej. To historia Niemców i Żydów dorastających razem, zakochujących się w sobie i stopniowo wciąganych w wir wydarzeń, które miały na zawsze odmienić ich życie. Zanim jednak ta książka trafiła do czytelników, przeszła drogę – od pierwszego telefonu, przez uważną lekturę maszynopisu, aż po długie miesiące redakcji i pracy nad faktami. Bo ta powieść nie jest wyłącznie literacką kreacją. To opowieść o ludziach, którzy naprawdę żyli.
Powieść historyczna z Krosna Odrzańskiego – jak zaczęła się ta historia
Kategoria „powieść historyczna” w SILVERZE dopiero się rozwija. Gdy trafiają do nas maszynopisy książek tego typu, czytam je szczególnie uważnie. Od takiej opowieści oczekuję, że zachwyci mnie nie tylko akcją, ale też że wprowadzi mnie w przeszłość i opowie o historii tak, żebym naprawdę mogła sobie wyobrazić, jak ludzie żyli, jak myśleli i co czuli.
Była jeszcze zima 2024 roku, gdy zadzwoniła do mnie agentka literacka Anna Rakoczy-Zakrzewska. Nie współpracowałyśmy wcześniej, ale zaciekawiła mnie, gdy zaczęła mówić o pewnej debiutantce z Krosna Odrzańskiego. Dostałam maszynopis i… wsiąkłam na kilka dni. Książka Magdy Leszczyńskiej zaskoczyła mnie prostotą historii, a jednocześnie szczegółowością w przedstawieniu wszelkich elementów historycznych. Nie zastanawiałam się długo, tylko zabrałam się za redakcję.
Jako druga „Krosno losu” przeczytała redaktorka Joanna Laskowska. To miało być dla niej zadanie treningowe, a najbardziej interesowała mnie jej ocena nie poszczególnych zdań, ale całości. Asia przeczytała i się zachwyciła…
Do wydania „Krosna losu” przygotowywaliśmy się szczególnie długo. Ponieważ to nie jest zwykła opowieść, będąca wyłącznie kreacją autora. Magdalena Leszczyńska, autorka związana z Krosnem Odrzańskim, przez lata zbierała ślady po ludziach, którzy mieszkali w jej mieście, gromadziła stare zdjęcia oraz plany ulic, wiadomości i ciekawostki o wydarzeniach i tradycjach.
-
Krosno losu
Pierwotna cena wynosiła: 55,90 zł.33,54 złAktualna cena wynosi: 33,54 zł.Najniższa cena z ostatnich 30 dni: 33,54 zł.
Prawdziwa historia Niemców i Żydów w czasach wojen
To, co urzeka od pierwszego zdania, to świadomość, że wszyscy główni bohaterowie tej powieści żyli naprawdę. Otto i Mathilde, Jens, Gitte i Lotte, Max, Willi, Jurgen i Greta, a oprócz nich restauratorzy, rzeźnicy, sklepikarze, nauczyciele, burmistrzowie i wielu, wielu innych – te wszystkie postaci znajdują miejsce w „Krośnie losu”.




Wraz z nimi przeżywamy pierwsze miłości, wybuch I wojny światowej, pojawienie się na świecie dzieci, ich przyjaźń (co warto już teraz podkreślić: ponad podziałami rasowymi czy wyznaniowymi) oraz wybuch II wojny światowej. W tamtych czasach w Krośnie Odrzańskim mieszkali wyłącznie Niemcy i Żydzi. Dorastali razem, biegali po tych samych uliczkach, zakochiwali się w sobie, a potem musieli dokonywać wyborów – zbyt okrutnych i ciężkich jak na młodych ludzi.
Czytając, obserwujemy, jak przyjaciele zamieniają się we wrogów. Jak wszystko, co było niewinne i piękne, zamienia się w cierpienie i popiół. Mało w tej opowieści nagrody za dobro i niezłomność, ale na szczęście jest motyw ukarania za podłość i okrucieństwo.
Powieść historyczna oparta na źródłach i archiwach
Magdalena Leszczyńska nie czaruje. Nie dopowiada sobie faktów z życia Jensa, Gitte, Lotte, Grety i Jurgena. Można powiedzieć, że jedyna fikcja w jej książce to dialogi, bo tych przecież nie mogła zarejestrować. Autorka używa więc wyobraźni, żeby pokazać nam, co czuli Niemcy i Żydzi w tych złych czasach.
Jednym z najpiękniejszych momentów w powieści jest legenda o wodnych koniach. Były one tak niezwykłe, że wręcz hipnotyzowały / całkowicie bezwolnych ludzi prowadziły na manowce. To metafora tego, co działo się w Niemczech, gdy naziści dochodzili do władzy. Wielu dało się zwieść podłej ideologii, ale nie wszyscy.
Jedną z moich ulubionych postaci jest matka Mathilde, która nie troszczy się o losy całego świata. Bo dla niej najważniejsi są Gitte i Jens – dla dzieci jest gotowa na każde poświęcenie, nawet na przeciwstawienie się mężowi, co przychodzi jej z największym trudem. Ona nie politykuje, ale myśli prosto o tym, jakie ich życie było, i w którą stronę poszło. To ona pyta:
– I po co nam była ta cała przestrzeń życiowa?! Czy czegoś nam brakowało?! I czy koniecznie musieliśmy wszczynać wojnę z całą Europą?!
Czytelnik znajdzie w tej powieści mnóstwo przypisów, które dodatkowo poprowadzą go przez opowieść, czyniąc ją jeszcze ciekawszą. Do tego historyczne zdjęcia wspaniale pobudzają wyobraźnię. Dla mnie najciekawsze są sceny codzienne: dzieciaki na łące, targowisko, roześmiana dziewczyna, młodzi chłopcy podczas wykopków, ulice podtopione podczas powodzi i wiele innych. W dodatkach mamy także spisy ulic, nazwy miejscowości, listy osób, bibliografię oraz ciekawostki od autorki.




To wspaniała książka, od której trudno się oderwać. Prosta i ważna – szczególnie chyba w tym momencie, gdy narasta w nas lęk związanych z wydarzeniami za naszą wschodnią granicą. Warto poznać pewne mechanizmy, żeby być na nie wyczulonym. Ale też warto wspomnieć o osobach, których nie ma już od dawna z nami, ale których losy mogą stanowić swoistą lekcję.


