Czy biblioteką można zarządzać jak żywym organizmem – z uwagą, troską i przestrzenią na rozwój? Włodek Naumczyk, dyrektor Biblioteki im. Czesława Chruszczewskiego w Mieścisku, udowadnia, że nowoczesna instytucja kultury nie musi ograniczać się do wypożyczania książek. Może być miejscem spotkania, wzmacniania ludzi i budowania relacji – między czytelnikami, pracownikami, twórcami i wydawcami.
W rozmowie opowiada o kierowaniu biblioteką w czasach zmian, tworzeniu zespołu opartego na uważności, przestrzeni, która ma dawać ludziom moc, oraz partnerstwie z Oficyną Wydawniczą SILVER. Mówi również o poezji codzienności, sztucznej inteligencji i marzeniach, które zamiast odkładać na później, konsekwentnie prowadzi w stronę realizacji.
Rozmowa z Włodkiem Naumczykiem, dyrektorem Biblioteki im. Chruszczewskiego w Mieścisku – partnerem Oficyny Wydawniczej SILVER
- Włodku, szukam pierwszego pytania, żeby – jak u Hitchcocka – zacząć naszą rozmowę od trzęsienia ziemi, a potem już spokojnie ją poprowadzić. Więc może… jak to możliwe, że dyrektorem biblioteki został poeta codzienności?
Dziękuję za „poetę codzienności” – sam bym się tak nie nazwał. Jeśli coś mnie prowadzi, to jedno słowo: uwaga. Attention is all you need – w życiu i w pracy w instytucji. Ta uwaga nie spadła z nieba; wytrenowała ją ciasnota. Kiedy masz mało miejsca, jak w wierszu, i mało czasu, pieniędzy, możliwości, uczysz się mieścić maksimum treści w minimum formy. Wybierasz, czemu poświęcić uwagę, i zatrzymujesz w niej to, co najważniejsze. Na końcu zostaje to, co kochasz: ludzie, relacje, język, świat, słowo i książka. A po dwudziestu pięciu latach pracy w kulturze taka uważność nie jest już metodą – jest sposobem oddychania.
- W Twoim przypadku jest bardzo krótka droga od poezji do wizjonerstwa. Właściwie obecny wygląd Twojej biblioteki to efekt Twojej wizji. Zacznijmy od konkretów: od kiedy sprawujesz funkcję dyrektora? I jakie były Twoje pierwsze działania na tym stanowisku?
Dyrektorem jestem od listopada 2020 roku, czyli od samego środka pandemii; zaczynałem w świecie zamrożonym. Pierwsze działania? Fundamenty, a może dokładniej: korzenie. Była to praca w wyobraźni; nie rzeźbienie w powietrzu, lecz budowanie z wiedzy, intuicji i sygnałów podsyłanych przez świat. Nadchodzące zmiany: technologiczne, demograficzne, kulturowe, gospodarcze nazwaliśmy „wielką falą”. Odpowiedzią na nią stała się wizja biblioteki jako opiekunki relacji; z niej wyrósł nowy logotyp, nowa strona internetowa, studio nagraniowe, radio. Biblioteka, którą mamy dziś, wzięła się właśnie z tamtych pierwszych, pandemicznych miesięcy. I wciąż ją piszemy.
- Kim dla Ciebie są pracownicy? Możesz nam o opowiedzieć o swoim zespole? Czy Twoi ludzie są do Ciebie podobni, czy raczej wręcz odwrotnie?
Nikt z nas nie jest taki sam, każda i każdy jest inny. Najważniejsza jest jednak nić, która nas łączy. Skoro biblioteka ma być opiekunką relacji, te relacje muszą zaczynać się na poziomie zespołu. Moim zadaniem jest utrzymywać żywe, „drgające” pole potencjału; miejsce, w którym człowiek może się rozwijać, a nawet, jak wolę mówić, rozkwitać, gdy tylko poczuje w sobie gotowość. A wszystko zaczyna się od troski o siebie. Temu służy nasza codzienna tablica samopoczucia: poranna odpowiedź na pytania, jak spałem, jak jadłem, ile mam energii. Bo jak dać komuś coś, czego samemu się nie ma?
- Jaki masz pomysł na przestrzeń w bibliotece?
Rozwijamy tę przestrzeń od lat i pilnujemy, by zawsze była: przyjazna, otwarta, wieloaspektowa, empatyczna i elastyczna oraz różnorodna. Pierwsze litery układają się w słowo POWER, które tłumaczymy nie jako siłę, lecz jako moc. Biblioteka jako przestrzeń wzmocnienia – miejsce, które mówi: „Masz tę moc”. Chciałbym, żeby każda czytelniczka i każdy czytelnik wychodzili stąd z tym zdaniem – wypowiedzianym głośno, szeptem, a czasem odkrytym w sobie po raz pierwszy: „Mam tę moc”.




- Jakie było najciekawsze wydarzenie, które odbyło się w Twojej bibliotece, z którego jesteś najbardziej dumny?
Odpowiem nieco przewrotnie. Było wiele wydarzeń, które przynosiły dumę, wzruszenie i ślad noszony w pamięci do dziś. Ale największą dumą napawa mnie sam proces: proces rozkwitu, budowania, poszukiwania ścieżek, którymi chcemy iść jako instytucja. Ta droga i radość z możliwości, które sami tworzymy – to jest wspaniałe. Pielęgnuję w sobie za to wielką wdzięczność. Zatem: proces, po prostu proces.
- Czym jest pomysł na partnerstwo między Twoją biblioteką a wydawnictwem SILVER?
To konsekwencja, naturalny etap drogi, o której mówiłem. Instytucja, która opowiada o sobie jako o opiekunce relacji, musi zadbać o relację najbardziej podstawową: z wydawcą. Z wydawnictwem Silver jest nam niezwykle blisko, złożyłem więc Iwonie Krynickiej propozycję partnerstwa i spotkała się ona z bardzo przychylnym przyjęciem. Chcemy je przetestować pilotażowo, ale myśleć o nim długofalowo. Dla Silvera może to być początek podobnych partnerstw z innymi bibliotekami; dla nas – impuls, by otwierać się na kolejnych wydawców. Relacja między biblioteką a wydawcą wydaje się przecież fundamentalna.
- Czy odkąd zostałeś dyrektorem ludzie w Mieścisku więcej czytają: te same osoby zaglądają po książki częściej /pojawili się nowi czytelnicy /więcej osób korzysta z przestrzeni dodatkowych jak sala kinowa czy koncerty?
Jeśli pytasz o statystyki – tak, przybywa czytelników i nowych osób. Ale to nie zasługa jednej kadencji; to owoc stałej, organicznej, codziennej pracy; żeby nie powiedzieć: roboty z podwiniętymi rękawami. Kilka lat to wciąż za mało, by ogłaszać wielką zmianę. Budowanie relacji przypomina wzrost rośliny albo wznoszenie katedry; wymaga czasu i cierpliwości – jak we frazie z wiersza Audena The More Loving One: „choć to by wymagało czasu i ćwiczenia”. Wspólnym mianownikiem pozostaje uwaga: skierowana na potrzeby czytelniczek, czytelników i mieszkańców, ale też na słowo, język, książkę, muzykę, przestrzeń i… człowieka.
- Co jest w bibliotece ważniejsze: książki czy przestrzeń do spędzania czasu?
Nie chciałbym, żeby ta odpowiedź brzmiała jak wyliczanie: czy książki, czy przestrzeń. Jedno i drugie, a właściwie wszystko splecione razem. I książki, i przestrzeń, i ludzie, i atmosfera; meble, kwiaty, światło wpadające do środka; wydarzenia, nasza uwaga, wrażliwość i emocje. Aż po to, jak mówimy „dzień dobry” i jak wypowiadamy „do widzenia”. Najważniejsza jest całość , suma relacji.
- Czy masz w głowie coś, co chciałbyś zrobić – zawodowo lub prywatnie – takie wciąż niezrealizowane marzenie, w które wierzysz, że kiedyś się spełni?
Mam marzenia, pojawiają się, a ja po prostu pracuję nad tym, by je spełniać. Zawodowo: w przyszłym roku chciałbym mocno rozszerzyć w naszej bibliotece obszar sztucznej inteligencji; przygotowuję miejsce i program, kolejny wzmocnieniowy: „Harmony. Praktyka i przestrzeń” 😊. Prywatnie: chciałbym w tym roku doprowadzić do publikacji piętnastu wakacyjnych refleksji pod wspólnym tytułem Studio nieużyteczności. Kilkadziesiąt stron ni to listów, ni to esejów, ni to medytacji – tekst niepoddany presji rynku, dar dla przyjaciół i znajomych. To marzenie właśnie prowadzę w stronę urzeczywistnienia.
